
Z syntezą chininy było zasadniczo tak: była wojna, aliantom odciętym przez niedobrych Japończyków od bogatych w korę chinowca (i w konsekwencji – chininę) Holenderskich Indii Wschodnich (od 1949 roku – Indonezja) było ciężko. Potrzebny był spektakularny sukces propagandowy. Na przykład: potrafimy otrzymać chininę w laboratorium, więc jesteśmy najfajniejsi na świecie i wygramy wojnę. Coś podobnego do naszego wzrostu gospodarczego i legendarnej zielonej wyspy.1
Dlaczego chinina była taka ważna? Pamiętacie Stasia i Nel z Pustyni i w puszczy? Chinina wykazuje właściwości antymalaryczne i w przeszłości była praktycznie jedynym skutecznym lekarstwem przeciwko malarii. W czasach wojny prowadzonej w regionach świata, w których ta choroba występowała, posiadanie chininy było sprawą kluczową. Poza tym, rozwijająca się fotografia również potrzebowała tego związku – był on konieczny do syntezy siarczanu jodochininy (herapatytu) wykorzystywanego w produkcji materiałów polaryzujących światło. Co ciekawe, to właśnie firma fotograficzna (konkretnie Polaroid) sfinansowała badania nad syntezą chininy. Wojna wojną – ale interes się musi kręcić.
Chininę dodaje się również do napojów typu tonik (w których może być obserwowana, bo wykazuje fluorescencję w promieniowaniu UV – tak jak na obrazku).
W 1942 roku za syntezę chininy zabrali się Robert Burns Woodward (zwany dzisiaj ojcem syntezy organicznej, Nagroda Nobla w 1965 roku) z Williamem Doeringiem i już w 1944 roku opublikowali komunikat, a w 1945 roku full paper pod znaczącym tytułem The Total Synthesis of Quinine.2
Był tylko jeden problem: oni chininy nie zsyntetyzowali. Ich synteza należała do serii tzw. syntez formalnych, czyli takich, w których otrzymuje się półprodukt wykorzystany już wcześniej w preparatyce danej substancji.
Przeczytaj całość »
Ostatnie Komentarze